Akta tajnych służb jako źródło do badań historii najnowszej: szanse – wyzwania – problemy. Relacja z IV Debaty Lelewelowskiej
Problem związany z wykorzystywaniem w badaniach historycznych akt tajnych służb jest w Polsce od lat obecny na wielu, praktycznie wszystkich, szczeblach debaty publicznej. Dyskusje na ten temat rozpoczęły się wraz z powstaniem III Rzeczypospolitej i trwają do dziś, co jakiś czas rozszerzając zasięg niemal na wszystkie środowiska polityczne i media. Takie nasilenia dyskusji związane są na ogół z pewnymi zwrotami w polityce historycznej Polski, takimi jak uchwalanie kolejnych ustaw lustracyjnych i organizowanie, a potem reorganizowanie Instytutu Pamięci Narodowej, lansowanie radykalnych pomysłów dekomunizacyjnych, oraz z publikacjami dziennikarzy i historyków zawierającymi rewelacje o współpracy popularnych osób z bezpieką. Zwłaszcza ten drugi czynnik rozgrzewa debatę do tego stopnia, że argumenty merytoryczne przestają odgrywać decydującą rolę. Z całkiem inną sytuacją spotykamy się, gdy aktualne dyskusje publicystów omijają z braku sensacyjnego materiału tę tematykę. Wtedy jedynymi zainteresowanymi pozostają historycy. Rozmowy, jakie toczą na forum naukowym, mają jednak mniejszą siłę społecznego oddziaływania i niestety rzadko mogą zainteresować kogoś spoza grona pasjonatów i specjalistów. Być może związane jest to z kameralną atmosferą takich spotkań i stonowanym, rzeczowym stylem prowadzenia dyskusji przez jej uczestników. Taki charakter miała IV Debata Lelewelowska zorganizowana przez Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie, zatytułowana „Akta tajnych służb jako źródło do badań historii najnowszej: szanse – wyzwania – problemy”, która odbyła się 9 listopada 2010 roku. Podczas spotkania swoimi doświadczeniami i poglądami podzielili się uczeni niemieccy i polscy, czołowi historycy zajmujący się historią najnowszą. Historiografię niemiecką reprezentowali profesor Rainer Eckert i doktor Tim B. Müller, polską natomiast profesor Andrzej Friszke i profesor Paweł Machcewicz. Profesor Rainer Eckert (ur. 1950) związany jest z Uniwersytetem w Lipsku, gdzie również jest dyrektorem Forum Historii Najnowszej. W pracy naukowej zajmuje się między innymi dziejami narodowego socjalizmu oraz historią opozycji demokratycznej w NRD, której sam był aktywnym działaczem. Doktor Tim B. Müller (ur. 1978) pracuje w Hamburskim Instytucie Badań Społecznych. Zajmuje się przede wszystkim losami intelektualistów i problemem nauki w rzeczywistości zimnej wojny. Niedawno opublikował pionierską, szeroko komentowaną i nagradzaną pracę poświęconą Herbertowi Marcuse’owi i systemom idei w okresie zimnej wojny . Polskim czytelnikom na pewno znane są osoby zasiadające po stronie polskiej: Andrzej Friszke oraz Paweł Machcewicza. Profesor Andrzej Friszke (ur. 1956) reprezentuje Instytut Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk i jest najwybitniejszym znawcą dziejów polskiej opozycji w okresie PRL. W marcu 2010 nakładem wydawnictwa Znak opublikował obszerną monografię pt. „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi” , która jest w dużej mierze oparta na materiałach wytworzonych przez tajne służby Polski Ludowej. Natomiast profesor Paweł Machcewicz (ur. 1966), podobnie jak Andrzej Friszke, związany jest z ISP PAN. Jest również wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego oraz dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej. Jego szerokie zainteresowania naukowe znajdują odbicie w licznych publikacjach dotyczących między innymi „polskiego czerwca 1956” oraz historii polskiej emigracji po 1945 roku. Paweł Machcewicz pracował również w Instytucie Pamięci Narodowej, kierując w latach 2000-2006 Biurem Edukacji Publicznej. Uczestników debaty przywitał dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego, profesor Eduard Mühle, natomiast roli moderatora podjął się doktor Robert Brier, pracownik NIH, historyk dziejów najnowszych.
Robert Brier we wprowadzeniu do debaty wyjaśnił, dlaczego warto zająć się problemami związanymi z wykorzystywaniem tajnych akt w warsztacie historyka dziejów najnowszych. Jak zauważył, akta te umożliwiają odpowiedzenie na wiele pytań i pozwalają na wgląd w procesy historyczne. Jednak by efekt tej pracy był pozytywny, warto skoncentrować się na krytycznej ocenie ich wartości. Robert Brier zwrócił uwagę, że w przeszłości nie raz zdarzało się, iż historycy dziejów najnowszych, którzy zajęli się problematyką współpracy opozycjonistów ze Służbą Bezpieczeństwa, nierzetelnie wykorzystywali te materiały. Jednak takie sytuacje zdarzały się nie tylko w historiografii polskiej. Wynikają one ze specyfiki tych akt. Przedstawiając uczestników debaty, Robert Brier zwrócił uwagę, że Andrzej Friszke i Rainer Eckert zajmowali się dziejami opozycji w świetle materiałów tajnych służb, natomiast Tim B. Müller i Paweł Machcewicz badali aspekty międzynarodowe: Müller zajmował się zimną wojną w kontekście działania wywiadu, Machcewicz opracowywał problem działań SB wobec Radia Wolna Europa.
Jako pierwszy głos zabrał Andrzej Friszke. Pierwsze zagadnienie, które poruszył, dotyczyło pytania, na ile akta wytworzone przez SB naruszają prywatność i dobre imię inwigilowanych osób. Andrzej Friszke, który pracuje na tego rodzaju materiałach od przeszło ośmiu lat i ma za sobą lekturę setek tysięcy stron tych akt, stwierdził, iż bardzo rzadko zdarza się, żeby naruszały one wąsko pojętą prywatność pokrzywdzonych przez SB osób. Nie zmienia to faktu, że oczywiście notorycznie była naruszana tajemnica korespondencji, tajemnica miru domowego. Jednak polska bezpieka nie zbierała informacji na temat stanu zdrowia, stosunków małżeńskich, życia erotycznego – te kwestie występują w wytworzonych przez nie dokumentacji w ilości śladowej. Koncentrowano się natomiast na sprawach dotyczących polityki, światopoglądów, kontaktów, planów jakichś działań. Bardzo niewiele zachowało się kompletnych zapisów rozmów uzyskanych z podsłuchów. Na ogół funkcjonariusze wycinali interesujące ich fragmenty, a reszta była niszczona. Zastanawiając się nad wartością źródłową tych akt, Andrzej Friszke największe znaczenie przypisał materiałowi pierwiastkowemu, gdzie historyk ma do czynienia ze streszczeniem jakichś rozmów, wygłaszanych poglądów na forum jakichś środowisk i grup. Najcenniejsza jego zdaniem jest dokumentacja oparta na podsłuchach. Również cenny, chociaż w nierównym stopniu, jest materiał agenturalny. W tym drugim wypadku należy jednak pamiętać, że agenci bywali różni. Nie zawsze byli dobrze poinformowali i nie zawsze wiedzieli, o czym toczy się rozmowa, de facto źle streszczali wypowiedzi.
Kolejna kwestia, na którą zwrócił uwagę Andrzej Friszke, to problem wiarygodności tych materiałów. Jego zdaniem problem ten ma charakter dwojaki. Po pierwsze polega na tym, że agent lub oficer mógł być niewystarczająco dobrze zorientowany w temacie, w rezultacie źle streszczał zebrany materiał, robił błędy. Informacje z tego typu źródeł warto poddawać weryfikacji, która najczęściej możliwa jest tylko i wyłącznie przez kontakt ze świadkami wydarzeń. Nie ma tu na ogół jakiegoś alternatywnego materiału. Drugi problem wiąże się z tym, że historyk musi pamiętać, że bezpieka opracowywała te materiały w celu śledczo-procesowym. Materiał operacyjny, trafiając do rąk oficerów stojących coraz wyżej w SB-ckiej hierarchii, stawał się coraz bardziej niedokładny i dostosowany do tezy założonej przez organy represji w określonym śledztwie. Jest on zatem pozbawiony szczegółów, które są dziś najbardziej interesujące dla historyków. Zaakcentowane są w nim te elementy z zebranego materiału pierwiastkowego, które pasują do z góry założonego obrazu badanej sprawy. Podsumowując tę kwestię, Andrzej Friszke podkreślił jednak, że jest to źródło o ogromnym znaczeniu dla badań nad historią najnowszą nie tylko środowisk opozycyjnych. Jego zdaniem warto by też w świetle tych akt zbadać relacje: SB a przemysł, SB a ambasady zagraniczne, SB a sport itd. W rezultacie prowadziłoby to do opisania tamtego systemu i jego mechanizmów.
Trzecie zagadnienie poruszone przez Andrzeja Friszke dotyczy współpracy opozycjonistów ze Służbą Bezpieczeństwa. Jest to problem od lat szeroko dyskutowany, zwłaszcza w kontekście powszechnie znanych nazwisk: Lecha Wałęsy, a także Mariana Jurczyka. Andrzej Friszke, który w toku swoich badań zapoznał się z materiałami dotyczącymi wielu grup i setek osób związanych z opozycją demokratyczną, przypadki aktywnej współpracy z SB określił jako marginalne. Zauważył, że w ostatnich latach w polskiej debacie publicznej powstała cała „historiografia podejrzeń”, która opiera się na słabym i przypadkowym materiale. To rzecz jasna nie znaczy, że w środowisku opozycji nie było agentów. W praktyce jednak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a prawdopodobnie również w latach osiemdziesiątych (chociaż trudno to jednoznacznie stwierdzić ze względu na zniszczenia istotnej części akt) agenci pozostawali na obrzeżach grup opozycyjnych, bardzo rzadko znajdowali się w centrum. Taka też była najpewniej taktyka działania Służby Bezpieczeństwa, która chciała opozycję stłumić, a nie kreować jej liderów. SB stawiała agentom za cel, by krążyli wokół liderów opozycji, co jednak nie było proste i niełatwo było im się tam przedostać. Andrzej Friszke zobrazował ten problem w oparciu o przykład akt Leszka Kołakowskiego. Jest to parę tysięcy stron. Po przestudiowaniu ich nie znalazł tam ani jednego agenta. Wszystkie te materiały zostały oparte na podsłuchach, które były najważniejszym świadectwem o tym, co Leszek Kołakowski robił, mówił, z kim się kontaktował. Podobnie było też w przypadku Jacka Kuronia. Istotni agenci pojawiali się w jego otoczeniu jedynie w latach 1963-1964, w kolejnych okresach działalności SB stanowili zupełny margines. Tu również podsłuch był tą najważniejszą metodą zdobywania informacji.
Andrzej Friszke odniósł się również do przykładów, które najbardziej poruszały opinię publiczną, tzn. do doniesień o agenturalnej przeszłości Lesława Maleszki. Podkreślił jednak, że to są wyjątki. W głównym nurcie opozycyjnym praktycznie agenci nie występowali. De facto trudno też mówić, by agentura mogła jakoś wpływać na to, co się w tych środowiskach tworzyło, jakie kierunki działań podejmowano. O wiele poważniejszy problem dotyczący działalności tajnych współpracowników to środowiska legalne, prowadzące swą działalność w oficjalnym obiegu. Jest to, jego zdaniem, zagadnienie o wiele bardziej złożone. Dotyczy przede wszystkim Kościoła, organizacji katolickich czy środowisk dziennikarskich i literackich. Tutaj spotykamy się częściej z obecnością tajnych współpracowników. Często zdarza się, że współpraca ta ma charakter pewnej gry, którą podejmowano z bezpieką, jednocześnie liderując jakiemuś stowarzyszeniu, redagowaniu jakiegoś pisma etc. Takie rzeczy mogły mieć miejsce. Sam Andrzej Friszke przedstawił jakiś czas temu taki przypadek, a chodziło wówczas o Andrzeja Micewskiego. To jest też sytuacja taka, gdzie ten podmiot trochę oszukuje tych oficerów, a trochę im idzie na rękę. Jest to prowadzenie takiej gry, która ma na celu osiągnięcie wymiernych korzyści, które ów podmiot sobie definiuje. Często mają one charakter polityczny, społeczny, gdy chodzi o umożliwienie w konsekwencji takiej współpracy wydawania jakiegoś pisma, rejestracji jakiegoś stowarzyszenia albo uzyskania zgody na wyjazd za granicę.
W końcowej części swojej wypowiedzi Andrzej Friszke odniósł się do bardzo głośnej sprawy Lecha Wałęsy, wywołanej głównie za sprawą publikacji IPN, autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka . Wedle jego opinii akta z lat 1971-1972 dają badaczom pewne możliwości interpretacyjne, jednak z całą pewnością od roku 1976 nie ma takich materiałów, które pozwalałyby twierdzić o kierowaniu Lechem Wałęsą przez SB. Przywódcy opozycji, zdaniem Andrzeja Friszke, nawet jeżeli miewali epizody współpracy z bezpieką wcześniej, w momencie, kiedy byli liderami opozycji, byli zupełnie suwerenni, niezależni od Służby Bezpieczeństwa.
Drugi głos w debacie należał do Rainera Eckerta. Na samym początku swojej wypowiedzi zastrzegł on, iż Stasi, czyli Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Niemieckiej Republiki Demokratycznej, nie określa mianem tajnych służb. Pojęcie tajnych służb rezerwuje dla krajów demokratycznych. W przypadku rzeczywistości ustrojowej NRD Rainer Eckert używa nazwy tajna policja. Zwrócił uwagę, iż przedstawiciele byłej bezpieki w Niemczech dziś często tłumaczą, że byli organem wykonawczym. Pracownicy tajnej policji NRD nie ubiegali się o zatrudnienie, a byli wybierani, wyszukiwani. Głównym i najważniejszym kryterium, według którego przyjmowano kandydatów do pracy w tej instytucji, były ich poglądy. Przyszłych pracowników bezpieki musiał cechować światopogląd marksistowsko-leninowski, pozytywny stosunek do ZSRR i bezgraniczna wierność, a nawet miłość dla partii komunistycznej. W NRD-owskiej bezpiece bardzo często można zaobserwować powiązania rodzinne. Rodzice nierzadko polecali swoje dzieci do pracy w tajnej policji.
Kolejnym problemem poruszonym przez Rainera Eckerta to tajni współpracownicy. Byli oni werbowani przede wszystkim na podstawie przekonań politycznych i ideowych. Dziś często zwraca się uwagę w Niemczech, że byli werbowani przez szantaż, ale zdaniem Rainera Eckerta nie da się tej tezy obronić. Powołując się na epizody z własnej biografii, zauważył, że w razie szantażu tacy kandydaci na tajnych współpracowników mogli zagrozić zdekonspirowaniem się. Nie groziło to aresztowaniem. Rezultatem odmowy współpracy bardzo często jednak było uniemożliwienie robienia kariery zawodowej. Rainer Eckert ocenił też pozytywnie działania Urzędu Gaucka, którego głównym celem jest udostępnianie akt wytworzonych przez Stasi osobom poszkodowanym, inwigilowanym przez tajną policję. Upowszechnienie informacji, jakie zawierały te materiały, nie doprowadziło do żadnych tragicznych wydarzeń, takich jak zabójstwa czy wojna domowa, czego obawiali się przeciwnicy otwarcia tajnych archiwów. Niemiecki uczony zauważył, iż zdekonspirowani po 1989 roku tajni współpracownicy na ogół tłumaczyli się w podobny sposób, mówiąc, iż nikomu nie szkodzili i próbowali przez kontakty ze Stasi reformować system. Według Eckerta jest to nieprawda, gdyż tajni współpracownicy nie mogli przewidzieć, jak tajna policja wykorzysta przekazane przez nich informacje, a dane z pozoru nieistotne często dla służb miały kluczowe znaczenie. Podobnie jak Andrzej Friszke, Rainer Eckert odrzucił tezę o wpływie tajnych współpracowników Stazi na działalność głównych nurtów opozycji demokratycznej, gdyż zostaliby oni bardzo szybko zdemaskowani. Przypomniał jednak o kolosalnej różnicy pomiędzy polską a DDR-owską opozycją. W niemieckiej debacie publicznej, podobnie jak w Polsce, pojawia się pogląd o tym, iż pokojowa rewolucja była przygotowywana przez tajne służby. Rainer Eckert nie znajduje jednak żadnych dowodów, które by potwierdzały takie przypuszczenia. Na przykładzie niemieckim bardzo wyraźnie widać, że Stasi została przez zmiany zaskoczona. Według niego otwarcie archiwów tajnej policji było decyzją słuszną, chociaż w Niemczech wzbudziło wiele kontrowersji (wielu polityków proponowało, by akta te zabetonować lub spalić). Dziś jednak materiał ten stanowi doskonałe źródło historyczne. Rainer Eckert podkreślił jednak, iż należy podchodzić do niego bardzo krytycznie, o czym zbyt często historycy zapominają. Często ujawniane są jakieś informacje zawarte w tych aktach, ale publikujący je badacze nie uwzględniają faktu, że uderzają w ten sposób w prywatność innych ludzi. Często nieostrożni historycy też padają ofiarami fałszywych dokumentów. Według Eckerta, powinniśmy od historyków oczekiwać i wymagać hermeneutycznego podejścia do tego typu źródeł. W aktach wytworzonych przez tajną policję pozostają ślady ideologii, zawierają one wiele fałszywych przypuszczeń i błędów pojęciowych – na te problemy współcześni badacze powinni być wyczuleni. Na zakończenie swojej wypowiedzi Rainer Eckert wysunął postulat, by historycy w większym stopniu zajęli się dziejami środowisk opozycyjnych.
Jako trzeci głos zabrał doktor Tim B. Müller. W swoim referacie skupił się na porównaniu działania tajnych służb krajów demokratycznych i tajnej policji krajów komunistycznych w okresie zimnej wojny. Według niego kolosalne znaczenie miały kwestie prawne, zakres uprawnień, kontrola nad służbami i przestrzeganie obowiązującego je prawa. Kraje komunistyczne i demokratyczne konkurowały ze sobą na wielu polach: od najbardziej widocznego współzawodnictwa w kwestiach militarnych poprzez sport i gospodarkę aż do kultury. We wszystkich tych dziedzinach widzimy działania służb specjalnych polegające na zakładaniu siatek operacyjnych na terytorium wroga, tropieniu szpiegów we własnych szeregach i służące tym zadaniom pozyskiwanie współpracowników wśród własnych naukowców, oficerów czy przedstawicieli kultury. Ważna wydaje się również kwestia zakładania agentur w krajach sprzymierzonych, a więc przez CIA w krajach NATO i przez KGB oraz inne służby w krajach Układu Warszawskiego. Czynnikiem najbardziej różniącym tajne służby krajów demokratycznych od komunistycznych było zatrudnianie przez nie ludzi o różnych poglądach w pionie analitycznym przy bardzo ostrym podziale na pion analityczny i operacyjny.
Czwarte wystąpienie należało do profesora Pawła Machcewicza. Jego zdaniem korzyści płynące dla historyków i opinii publicznej z udostępnienia materiałów wytworzonych przez tajne służby są oczywiste i niepodważalne. W przypadku badań nad komunizmem, od momentu gdy dziesięć lat temu rozpoczął się ten proces otwierania materiałów aparatu bezpieczeństwa – mówił Paweł Machcewicz – od tego momentu mogliśmy podjąć próbę pisania w miarę pełnej, wszechstronnej historii Polski pod rządami komunistów. Bez tych materiałów każda analiza byłaby ułomna. Według niego, bez tych materiałów niemożliwe byłoby przedstawienie dziejów i roli, jaką w systemie komunistycznym odgrywał sam aparat bezpieczeństwa. Zasoby te uważa również za niezwykle cenne dla prowadzenia badań nad historią opozycji i oporem społecznym. Jest to często jedyne źródło informacji o niektórych grupach podziemia zbrojnego działającego w latach czterdziestych i na początku lat pięćdziesiątych, jak również dla wielu grup konspiracji młodzieżowych działających w latach pięćdziesiątych czy nawet sześćdziesiątych. Otwarcie tych archiwów w ciągu ostatnich dziesięciu lat poszerzyło w sposób fundamentalny naszą wiedzę na temat wielu środowisk, o których wcześniej nic dosłownie nie wiedzieliśmy – podsumował.
Paweł Machcewicz podkreślił też, że sporo nowych rzeczy na temat nawet bardzo znanych środowisk intelektualnych działających w Warszawie i innych większych polskich miastach dowiedzieliśmy się dzięki dostępowi do akt wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa. Jako przykład takich badań podał prace Andrzeja Friszke, w szczególności jego pracę poświęconą środowisku „komandosów”, która w dużej mierze opiera się o materiały tajnych służb. Co do pewnego przełomu w historiografii w związku z udostępnieniem materiałów tajnych służb – mówił Paweł Machcewicz – myślę, że trudno tu dyskutować, bo te korzyści są oczywiste. Natomiast paradoksalnie te same korzyści prowadziły do istotnych problemów i zagrożeń. Jednym z najważniejszych niebezpieczeństw związanych z upowszechnieniem materiałów wytworzonych przez tajne służby jest fakt, że zdominowały one dyskurs o dyktaturze komunistycznej. Specyfika tych dokumentów polega jednak na tym, że koncentrują się one na dwóch aspektach: po pierwsze na oporze społecznym wobec komunizmu, a po drugie na represjach. De facto, zdaniem Pawła Machcewicza, doprowadziło to w polskim przypadku do przecenienia skali oporu społecznego i represji. W ciągu ostatnich lat zaczął dominować obraz dyktatury koncentrującej się właśnie na ludziach przeciwstawiających się tej dyktaturze, a z drugiej strony na funkcjonariuszach stosujących represje. […] Zmarginalizowane zostały te postawy, które ilościowo zdecydowanie dominowały w historii dyktatury. Poza przejściowymi momentami kryzysów, buntów politycznych i społecznych, większość społeczeństwa starała się przystosować do dyktatury. Wynikiem, moim zdaniem, negatywnym tego procesu skoncentrowania się na analizie materiałów Służby Bezpieczeństwa jest zmarginalizowanie tego, co w gruncie rzeczy w wymiarze społecznym stanowiło zjawisko w wymiarze masowym, czyli różne gamy, różne odcienie przystosowania do dyktatury.
Drugim niebezpieczeństwem wymienionym przez Pawła Machcewicza jest popularność „spiskowej wizji dziejów”, w czym udział biorą nierzadko historycy – czasem zafascynowani tymi dokumentami, czasem świadomie kreujący takie teorie. Mówiąc obrazowo, wielu historyków zaczęło patrzeć na historię chociażby opozycji „oczami bezpieki”. Ja tu nawiązuję do znanej książki bynajmniej nie bez powodu, bo ona jest dla mnie przykładem przyjęcia przez historyków optyki Służby Bezpieczeństwa . Polegało to na tym, że zaczęto koncentrować się wyłącznie albo głównie na materiałach aparatu bezpieczeństwa. Lekceważono konieczność zbierania relacji od uczestników wydarzeń i konfrontowania relacji od żywych ludzi, którzy byli opisywani w tych dokumentach, koncentrując się głównie na tej optyce, którą zawierały same dokumenty. Paweł Machcewicz zauważył również, iż pewnym problemem jest fakt, że współcześnie wielu historyków przewartościowuje znaczenie tajnych służb nad partię komunistyczną. Gdy czyta się wiele książek czy artykułów powstałych głównie w oparciu o akta aparatu bezpieczeństwa, ma się wrażenie, że to bezpieka, aparat bezpieczeństwa rządził tym krajem. […] Jeżeli weźmiemy większą część historii Polski pod rządami komunistów, to absolutnie partia komunistyczna była najważniejszym ośrodkiem władzy. Taka postawa historyków, według Pawła Machcewicza, jest niesłuszna i groźna, deformująca obraz PRL.
Kolejny problem związany z udostępnieniem dokumentów tajnych służb jest, zdaniem Pawła Machcewicza, zasługą bardziej mediów niż historyków, a polega na nadmiernej koncentracji na tajnych współpracownikach, których historie stawały się bardzo spektakularne, wdzięczne do opisywania. Takie publikacje odbywały się na ogół kosztem analizy struktur aparatu bezpieczeństwa. Można było często odnieść wrażenie, oglądając telewizję czy czytając gazety, a niekiedy prace historyków – mówił Paweł Machcewicz – że to tajni współpracownicy byli głównym narzędziem, głównym aktorem jeśli chodzi o aparat bezpieczeństwa. To też uważam za absolutnie błędne.
Ostatni problem przywołany przez Pawła Machcewicza to daleko idące upolitycznienie dyskusji o historii Polski pod rządami komunistów. Zdarza się, że dokumenty wytworzone przez Służbę Bezpieczeństwa używane są do bieżącej walki politycznej. Ale często ten proces idzie jeszcze dalej. Nie chodzi tylko o wykorzystywanie dokumentów w celu atakowania ludzi dzisiaj pełniących funkcje polityczne, ale rzutowanie tego w przeszłość. Próby dezawuowania, marginalizowania pewnych środowisk opozycyjnych poprzez sugerowanie, że były one kontrolowane, sterowane przez Służbę Bezpieczeństwa. Przy okazji tego tematu Paweł Machcewicz odniósł się do przywołanego wcześniej przykładu książki o Lechu Wałęsie. Mnie absolutnie nie bulwersuje opis tego epizodu współpracy Lecha Wałęsy z Służbą Bezpieczeństwa. Sama współpraca moim zdaniem nie podlega dyskusji. Ale to, co budzi mój największy sprzeciw w tej książce, to stałe sugerowanie, że Lech Wałęsa, a tym samym całe środowisko z nim związane aż do końca istnienia Polski Ludowej, a nawet dłużej […], w jakimś sensie byli kontrolowani, sterowani przez SB. Takich przykładów można znaleźć więcej.
Uczeni występujący na IV Debacie Lelewelowskiej zorganizowanej przez Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie dostarczyli słuchaczom niewątpliwie dużo ciekawego materiału do refleksji nad problemami współczesnej historiografii dotyczącej drugiej połowy XX wieku. Przedstawione przez nich uwagi metodologiczne wydają się być fundamentalne dla prowadzenia badań na aktach wytworzonych przez tajne służby. Walorem debaty jest oczywiście jej kontekst międzynarodowy, wymiana doświadczeń i refleksji przez historyków dwóch krajów: Niemiec i Polski. Takie dyskusje zachęcają nas również do prowadzenia badań porównawczych dotyczących tego, co było analogiczne, a co zasadniczo różniło funkcjonowanie tajnych służb w poszczególnych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, Niemiec Wschodnich i Związku Radzieckiego w okresie trwania Układu Warszawskiego . Kolejnym pytaniem jest również to, jak poszczególne państwa po 1989 roku poradziły sobie z problemem archiwów pozostawionych przez bezpiekę. Szczęśliwie, Debaty Lelewelowskie stwarzają forum do podejmowania takich konfrontacji.
- Żaden użytkownik nie skomentował tego artykułu


