home home

MŁODSZA EUROPA

Portal Europy Środkowo-Wschodniej

Różne języki, narody, państwa łączy je dużo, ale i wiele dzieli. Taka jest Młodsza Europa, czyli ta część Europy, którą badacze nazywają Środkowo-Wschodnią. Jej właśnie dedykujemy nasz portal.

Instytut Europy Środkowo-Wschodniej
Fundacja Orange


Czeska prezydencja w Unii

Sygnał do nowego rozdania w stosunkach w Europie Środkowo-Wschodniej

Aleksander Paszkowski

Od momentu największego w historii najnowszej zbliżenia pomiędzy Polską i Czechami minęło 15 lat. Tymczasem pół roku przewodnictwa czeskiego w Radzie Unii Europejskiej pokazało, że pod względem celów geopolitycznych nadal jest nam do siebie bliżej niż dalej. Chwilowa słabość polityczna w tym kraju może być dobrym pretekstem do powrotu idei Grupy Wyszehradzkiej.

KRYZYS POLITYCZNY

Czechy objęły przewodnictwo w Unii 1 stycznia 2009 roku jako drugi z krajów tzw. „nowej dziesiątki”. Cały plan działań na półroczne czeskie przewodnictwo został opracowany wraz z Francją i Szwecją. Prezydencja tych państw następowała odpowiednio przed czeską i po czeskiej. Już od 2006 roku rozpoczęły się wspólne rozmowy dotyczące ramowego półtorarocznego programu, by mimo zmian w unijnym przewodnictwie zachowywać ciągłość decyzji politycznych.

Tymczasem podczas dynamicznej kadencji francuskiej, której przewodził prezydent Sarkozy, w Czechach narastał wielowymiarowy kryzys polityczny. Jego początkiem było objęcie rządów przez mniejszościową koalicję Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), Partii Zielonych (SZ) i Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (KDU-CSL). Nowy rząd udało się utworzyć dopiero po siedmiu miesiącach patu, w którym koalicje zarówno prawicy, jak i lewicy posiadały dokładnie po 100 głosów w 200-osobowej Izbie Poselskiej. Ostatecznie, dzięki nieobecności dwóch posłów Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD), powstał gabinet Mirka Topolanka posiadający zaledwie 97 posłów.

Pierwszy wymiar konfliktu dotyczył walk parlamentarnych. Przez cały okres rządów mniejszościowa koalicja była atakowana przez opozycyjną lewicę pod przewodnictwem Jirziego Paroubka – szefa socjaldemokratów. O niestabilności gabinetu Mirka Topolanka świadczy fakt, że przez cały okres działania doszło łącznie do pięciu prób jego odwołania. Oskarżenia socjaldemokratów skupiały się wokół m.in. zbyt wolnego tempa ratyfikacji traktatu lizbońskiego, a także niechęci wobec budowy radaru amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terenie czeskiej miejscowości Brdy.

Drugi wymiar sporu obejmował konflikt wewnątrz samej ODS, podzielonej na liberalną frakcję premiera Topolanka i konserwatystów, którym przewodził prezydent Czech Vaclav Klaus. Tuż przed objęciem prezydencji w Radzie Unii Europejskiej doszło do partyjnego kongresu, podczas którego Klaus forsował kandydaturę Pavla Bema na przewodniczącego ugrupowania. Stanowisko udało się utrzymać dotychczasowemu szefowi – Topolankowi, na skutek czego Klaus, tytułowany honorowym przewodniczącym, odszedł z partii. Frakcja konserwatywna nadal pozostawała w ODS i dała znać o sobie podczas głosowania w Izbie Poselskiej nad traktatem lizbońskim. Mimo nawoływań Topolanka do głosowania za Traktatem, niemal połowa (36 z 79) posłów ODS zagłosowała przeciwko. Traktat przeszedł ostatecznie dzięki poparciu socjalistów Paroubka.

Do apogeum walk na scenie politycznej doszło już w trakcie czeskiej prezydencji w Radzie. Tuż przed szczytem Unia Europejska – USA w Pradze, a także w trakcie ratyfikacji traktatu lizbońskiego w czeskim senacie, nastąpiło kolejne głosowanie nad wotum nieufności dla rządu Topolanka. Tym razem poparli go dwaj posłowie ODS – Vlastimil Trust i Jan Schwippel, co pozwoliło odwołać gabinet większością 101 głosów. Smaczku całej sprawie dodawał fakt, że obaj byli ponoć blisko związani z prezydentem Klausem. W ten sposób doszło do pierwszego po II wojnie światowej obalenia rządu przez parlament w Czechach, w dodatku w samym środku przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej.

WIZERUNKOWA PORAŻKA

Sytuacja na czeskiej scenie politycznej w naturalny sposób podkopywała położenie tego kraju w stosunkach międzynarodowych. Jak pisał tuż po odwołaniu rządu Jarosław Giziński, szef działu zagranicznego polskiego wydania „Newsweeka” i znawca regionu Europy Środkowo-Wschodniej: „pozycja premiera Mirka Topolanka jest wyjątkowo niezręczna – pełni obowiązki szefa Rady Europejskiej, ale w obecnej sytuacji mało kto traktuje jego misję poważnie”. Problem polegał jednak na tym, że i ówczesny prezydent, i premier zdążyli podważyć wiarygodność czeskich polityków szeregiem wydarzeń, które miały miejsce wcześniej niż skandal z odwołaniem rządu.

Jeszcze w 2008 roku Czechy poszły na daleko idące ustępstwa w kwestii wymiany danych osobowych z USA, co odbyło się wbrew prośbom Komisji Europejskiej, która chciała uzyskać wspólne stanowisko wszystkich 27 państw Unii. Z kolei na tydzień przed spotkaniem z nowym prezydentem USA w Pradze, do prasy wyciekły wypowiedzi Topolanka, które określały sposób walki Baracka Obamy z kryzysem mianem road to hell. Dopełnieniem tego wizerunku było ujawnienie przez hiszpański „El Pais” w czerwcu 2009 roku roznegliżowanych zdjęć Silvio Berlusconiego i Topolanka w towarzystwie prostytutek w willi tego pierwszego na Sardynii. Po kilku dniach spekulacji Topolanek przyznał, że to faktycznie on znajdował się na fotografiach.

Jeszcze gorzej w notowaniach międzynarodowych wypada eurosceptyczny prezydent Klaus. Największą karierę przyniosło mu oczywiście negowanie w Europie roli traktatu lLizbońskiego, który uważał za niszczący dla państwa czeskiego. Przychylności dla swoich tez szukał podczas swojej wizyty w Irlandii w listopadzie 2008 roku. Podczas gdy rząd irlandzki prowadził zmasowaną kampanię na rzecz głosowania za traktatem w kolejnym ogólnonarodowym referendum (Irlandczycy zdążyli już wcześniej odrzucić traktat w czerwcu tego samego roku), Klaus podczas swojej wizyty spotkał się z eurosceptycznym multimilionerem Delcanem Ganleyem, twórcą partii Libertas. Na oświadczenie irlandzkiego ministra spraw zagranicznych o „niestosownym wmieszaniu się”, Klaus odpowiedział nazwaniem go „hipokrytą”. W miesiąc później, podczas wizyty przedstawicieli Parlamentu Europejskiego w Pradze, czeski prezydent zdążył wdać się w pyskówkę sprowokowaną przez Daniela Cohn-Bendita, z której stenogramy wyciekły do prasy. Po tym wydarzeniu był broniony w kraju przez wszystkie siły polityczne, jednak na Zachodzie symboliczny wizerunek człowieka, który nie zgodził się na wywieszenie unijnej flagi przed praskim Hradem podczas czeskiej prezydencji, był już utrwalony. Nic dziwnego, że tuż przed objęciem przez Czechy przewodnictwa unijnego, austriacki dziennik „Die Presse” obwieścił: „Boże chroń, nadchodzi Klaus!”. W podobnym tonie wypowiadały się także inne europejskie media.

KONSEKWENCJE

Czeskie wojenki polityczne szczególnie nie spodobały się w Berlinie i Paryżu. Podczas francuskiej prezydencji Angela Merkel i Nicholas Sarkozy stworzyli antyczeską koalicję. Prezydent Francji w pewnym momencie zaproponował nawet otwarcie przejęcie przez Paryż przewodnictwa w grupie państw posiadających walutę euro. Mógłby w ten sposób powstać nieformalny ośrodek decyzyjny Unii, któremu nadal przewodniczyłaby Francja. Ostatecznie pomysł jednak upadł.

Nie zapobiegło to dalszym konfliktom, m.in. o kwestię francuskiego planu ratunkowego dla tamtejszych koncernów motoryzacyjnych, które w zamian za wielomiliardową pomoc państwa miały podtrzymać swoje fabryki we Francji co najmniej przez pięć lat. Klauzula ta nie tyczyła się jednak fabryk zagranicznych, w tym także tej znajdującej się w czeskim Kolinie, co spotkało się ze zdecydowanym oporem ze strony rządu w Pradze.

W ostatecznym rozrachunku czeskiej kadencji analitycy mówią jednak o utracie zaufania nie tylko do tego kraju, ale do całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Szczególnie, jeśli do wyżej ukazanego wizerunku czeskich polityków dołączyć rozmiary kryzysu finansowego na Węgrzech, Łotwie czy w Estonii. Z oczywistych względów (wspólne położenie w Europie Środkowo-Wschodniej, wizerunek „nowej” dziesiątki Unii jako całości, pozostawanie ww. krajów poza grupą euro, wszystko to w połączeniu z nadal bardzo ogólną znajomością tego obszaru na Zachodzie, etc.), sytuacja ta może rykoszetem odbić się na Polsce. Z drugiej jednak strony, słaba czeska kadencja i silnie odbijający się kryzys na pozostałych państwach regionu nieoczekiwanie wydają się otwierać dla naszego kraju szansę na osiągnięcie dwóch strategicznych celów: wzmocnienia naszej pozycji w Unii, jak i odbudowę południowego kierunku naszej polityki regionalnej.

PODOBIEŃSTWO CELÓW CZY PRYMAT RÓŻNIC

Jeśli spojrzeć na dokumenty Czechów podsumowujące ich kadencję, jak np. „Raport o osiągnięciach”, a także hasło przyświecające prezydencji („3xE – Ekonomia, Energetyka, Europejska Unia w świecie”) i to co się za nim kryje, okazuje się, że wymienione tam priorytety polityczne nadal w dużej mierze pokrywają się z polskimi. Należą do nich np.: wspólna skoordynowana walka z kryzysem, odrzucenie protekcjonizmów w gospodarkach poszczególnych państw, chęć tworzenia wspólnej, solidarnej polityki energetycznej, zacieśnienie unijnych relacji z USA czy program Partnerstwa Wschodniego.

Tymczasem wraz z osiąganiem kolejnych strategicznych celów, jakimi było przystąpienie do NATO, a następnie do Unii Europejskiej, bliskie więzy łączące Polskę z grupą państw położonych od niej na południe, w tym przede wszystkim z Czechami (jej symbolami było utworzenie Grupy Wyszehradzkiej i CEFTY), ulegały stopniowemu zanikowi. Z polskiej strony skupiły się na Wschodzie, z czeskiej – na Bałkanach. W tle zaś cały czas toczył się cichy wyścig o przywództwo regionalne i lepszą prezencję przed zachodnimi partnerami. Przykładem niech będzie tu niechętna postawa Czechów wobec zebrania przywódców państw Europy Środkowo-Wschodniej – które miało na celu wypracowanie wspólnego stanowiska wobec silniejszych państw – przed brukselskim szczytem Rady Unii Europejskiej w marcu 2008 roku. Inicjatorem tego spotkania była Polska, zaś przewodzące w tym czasie Unii Czechy czuły się urażone odebraniem im przewodniej roli.

Osłabienie pozycji Czech i zmiany na tamtejszej scenie politycznej mogą być szansą tak na nowe rozdanie w naszych bilateralnych stosunkach, jak i na powrót do koncepcji zbliżenia z Południem, przy jednoczesnym podtrzymywaniu przewodnictwa Wschodowi. Warto byłoby wykorzystać fakt, że w oczach Berlina i Paryża straciliśmy miano państwa stwarzającego najwięcej kłopotów w Europie Środkowo-Wschodniej, a słupki wzrostu gospodarczego na tle regionalnych sąsiadów przedstawiają się imponująco.


copyright

MŁODSZA EUROPA

design

tp

element media

& macvek.pl