Tygiel Śląskiej Ostrawy we Wniebowstąpieniu Lojzka Lapaczka... Oty Filipa
Agnieszka Wilczyńska
Tegoroczne nominacje do Nagrody Angelusa przypomniały bądź przedstawiły czytelnikom polskim wielu utalentowanych pisarzy środkowoeuropejskich. Wśród nich znalazł się między innymi Ota Filip, dotąd praktycznie nieznany w Polsce (dopiero w 2005 r. przetłumaczono pierwszy raz na język polski jedną z jego książek). Do konkursu zgłoszono najnowszą powieść Filipa Sąsiedzi i inni. Trzeba przyznać, że był to wybór doskonały – nikt inny nie mógł napisać książki o demonach środkowoeuropejskiej historii w taki ironiczny, zdystansowany sposób.
Warto jednak zwrócić uwagę na pierwszą przetłumaczoną na język polski powieść Oty Filipa. Wniebowstąpienie Lojzka Lapaczka ze Śląskiej Ostrawy to ponoć odpowiedź na Blaszany bębenek Güntera Grassa. Akcja rozpoczyna się w pierwszą niedzielę września 1928 r., kiedy to miejscowa drużyna FC Śląska Ostrawa rozgrywa mecz o awans z SC Morawska Ostrawa. Bohater powieści, Alojzy Lapaczek, urodził się dokładnie w sześćdziesiątej minucie tej rozgrywki. Jego ojciec, sekretarz zarządu FC Śląska Ostrawa, przebywał w tym czasie na boisku, nie do końca pewny, czy to jego dziecko. Od tej pory życie małego Lapaczka związane jest nierozerwalnie z drużyną piłkarską. Dorasta wśród piłkarzy, żeni się z siostrą jednego z nich. Świat Ostrawy i jej drużyny jest kanwą opowieści Lojzka – opowieści o koegzystencji Czechów, Niemców, Żydów i Polaków.
Filip w swojej powieści doskonale przedstawił wspólne życie na tak niewielkim terenie, jakim jest miasto, czterech nacji, czasami wspomaganych przez inne (Węgrów, Słowaków, a nawet Amerykanów). Na tym niemiecko-słowiańskim pograniczu przedstawiciele poszczególnych narodowości zdają się żyć w zgodzie, ale tak naprawdę przy pierwszej okazji biorą się za łby. Co ciekawe, zazwyczaj kłótnie rozgrywają się według jednego systemu. Jest więc profesor Józef Tenkler, Czech (z niemieckimi korzeniami, co jest jego zmorą), jest Wenzel Deutscher, Niemiec (działacz faszystowski, który przed wojną był Wacławem), jest też wreszcie doktor Henryk Staniolowski, prezes zarządu FC Śląska Ostrawa, Polak. Są też trzy gazety, ograny prasowe poszczególnych narodowości. I tak profesor Tenkler publikuje w „Czeskim Słowie”, pan Deutscher w „Landeszeitung”, a doktor Staniolowski w „Sprawiedliwości”. Kłótnie kończą się zazwyczaj trzema pozwami do sądu. Sędzią zaś jest Żyd – Ernest Wurzel. Panowie spierają się na różne tematy, ale zawsze o podłożu narodowościowym. Oczywiście u Filipa każdy taki spór jest groteskowy i przedstawiony z dużą dozą ironii. Jako przykład podać można choćby kłótnię o towarzystwo śpiewacze „Słowik” prowadzone przez złotnika, pana Tietze. Dla Niemców „Słowik” występował pod nazwą „The Nachtigall”. Jego repertuar też był wielojęzyczny, bowiem „barytony i basy przypadły obywatelom narodowości niemieckiej”, natomiast „w tenorach przewagę mieli Czesi”. Tenorowe solówki z kolei wyśpiewywał Dawid Wiesenthal – Żyd. Pierwszy zaczął profesor Tenkler, który w „Czeskim Słowie” stwierdził, że zapraszany na czeskie pogrzeby „Słowik” kaleczy czeskie pieśni. Na to odpowiedział Wenzel Deutscher, który stwierdził na łamach „Landeszeitung”, że czeszczyzna to język prymitywny leksykalnie, jak i gramatycznie, i że profesor Tenkler jest zwykłym ignorantem. Do tej słownej bójki musiał włączyć się przedstawiciel mniejszości polskiej, dr Staniolowski, który zarzucił Niemcom i Czechom współpracę na niekorzyść Polaków. Rzecz zakończyła się w sądzie, przy czym wszystkie trzy ograny prasowe zaatakowały „indolencję sądownictwa, kierowanego przez przekupne, kosmopolityczne żydostwo”.
Nie zawsze sprawy kończyły się tak łagodnie. Jeden ze sporów zakończył się zrzeczeniem się obywatelstwa przez dr. Staniolowskiego i jego nieciekawą przygodą na granicy polsko-czechosłowackiej w Cieszynie, gdzie żadna ze stron nie chciała przyjąć bezpaństwowca bez dokumentów.
Ścieranie się narodowości widać u Filipa także na mniejszym polu, jakim jest pojedynczy człowiek. Jan Krajiczek, napastnik FC Śląska Ostrawa, raz czuł się Polakiem, a raz Niemcem. Ta walka toczyła się zwłaszcza w okresie transferowym, ale wówczas do działania wkraczał Jarosław Lapaczek, ojciec Lojzka, który odpowiednią sumą potrafił przekonać Krajiczka, że tak naprawdę jest Czechem.
Powieść Filipa jest niezwykle barwna. Jeśli ktoś ma czas, by dać się porwać tej niemal 600-stronicowej książce, na pewno znajdzie w niej coś dla siebie. Ciekawe opowieści, przeplatanie się wątków realistycznych z odrealnionymi, humoru z gorzką ironią i żalem za dawnymi czasami – to prawdziwy oręż Filipa. Wniebowstąpienie Lojzka Lapacza ze Śląskiej Ostrawy powinno być tym bliższe polskim czytelnikom, że rozgrywa się na terytorium pogranicznym. Sam autor urodził się w Ostrawie, jego zapiski poparte są więc rzeczywistą obserwacją miasta i jego mieszkańców, tego tygla narodowościowego, kulturowego i społecznego. I chociaż drugi Blaszany bębenek to nie jest, warto sięgnąć po tę pozycję.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|


